Niezwykłe dzieje przedwojennej absolwentki Urszulanek

644

Jadwiga Kauczor – nieznane losy więźniarki KL Ravensbrück

Jadwiga Kauczor urodziła się 18 września 1917 r. w Strzeleczkach (przed wojną Klein-Strehlitz w Niemczech) jako jedna z ośmiorga rodzeństwa. Rodzice Jadwigi –  Konstanty i Maria z domu Wacław prowadzili dwunastohektarowe gospodarstwo rolne.

Mała Jadzia ukończyła pięć klas szkoły podstawowej w Strzeleczkach. Była bardzo bystra, podobnie jak jej rodzeństwo, które uczyło się na wyższych uczelniach. Wychowana w patriotycznych wartościach oraz szacunku do drugiego człowieka – marzyła o dalszej nauce. Rodzice przystali na jej prośbę i zgodzili się na kontynuację nauki w polskiej szkole. Z tego względu Jadwiga musiała przeprowadzić się do swojego brata – Franciszka, który w tym czasie był nauczycielem w chwałowickiej szkole podstawowej. W 1928 roku, na podstawie egzaminu wstępnego, Jadwiga została przyjęta do Prywatnego Gimnazjum Żeńskiego S.S. Urszulanek w Rybniku, gdzie mogła uczyć się w języku polskim.

W tym czasie na jej drodze, po raz pierwszy, pojawił się niepozorny synek z familoków – Jerzy Malcher. Zwykł on rzucać kamykami w okno Jadwigi zapraszając ją tym samym do wspólnych rozmów. W maju 1936 roku Jadwiga zdała gimnazjalny, zwyczajny egzamin dojrzałości typu humanistycznego, co upoważniało ją do ubiegania się o przyjęcie na studia wyższe.

Została studentką polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

Na tym samym uniwersytecie, tyle że na Wydziale Prawa i Administracji, studiował także młodziutki Malcher – tym sposobem losy młodych znowu się spotkały. W czasie ferii Jadwiga prowadziła pracę harcerską na terenie powiatu prudnickiego. Harcerskie szlify zdobyła także w bodaj najsławniejszej Szkole  Instruktorskiej na Buczu. Na krótko przed wybuchem wojny została zastępcą komendanta żeńskiego ZHP w Niemczech, co wynikało między innymi z tego, że pochodziła z Opolszczyzny. Jadwiga miała świadomość, że jej działalność nie ujdzie uwadze gestapo dlatego chciała przedostać się przez granicę, ale została zatrzymana i przesłuchiwano ją w więzieniu w Klagenfurt. Trudno było jej zarzucić działalność wywrotową, więc została zwolniona, ale od tego momentu była pod stałą obserwacją. Po zwolnieniu z aresztu wróciła do rodziców i nawiązała kontakt z działaczami polskiego podziemia we Wrocławiu. Niebawem, bo w listopadzie 1940 roku,  została ponownie aresztowana. Wtedy okazało się, że jej przedwojenna działalność w ZHP na Śląsku Opolskim była stale monitorowana przez gestapo. Próbowano wymusić na niej zeznania, że otrzymywała od Jerzego Malchera informacje natury dywersyjnej. Przesłuchujący nie byli jej jednak w stanie tego udowodnić – bo jak udowodnić kłamstwo? Jadwiga była izolowana 16 miesięcy w więziennej celi we Wrocławiu. Była obywatelką Niemiec – zatem zarzucano jej zdradę państwa niemieckiego. Nie przyznała się jednak do takich zarzutów. W związku z tym, w marcu 1942 roku, wysłano ją do obozu w Ravensbruck (numer obozowy 12240), żeby tam nabyła ogłady i nauczyła się, co to takiego posłuszeństwo. W obozie Jadwiga pracowała w warsztacie krawieckim. Mimo nieludzkich warunków – nadal nie przyznawała się do stawianych jej zarzutów. Ostatecznie skazano ją na karę 4 lat ciężkiego więzienia, z zaliczeniem kary już odbytej w obozie oraz więzieniach. 23 grudnia 1942 roku wyruszyła transportem z Ravensbruck. Osadzono ją w więzieniu dla kobiet w Zamku Piastowskim w Jaworze (niem. Jauer), gdzie przebywała do listopada 1944 roku. Po zwolnieniu wróciła do rodzinnych Strzeleczek, gdzie do marca 1945 roku pracowała w prywatnym przedsiębiorstwie wapienniczym w Gogolinie. Tu chciano zmusić ją do pracy konfidenckiej, ale front zbliżał się już do Odry, co spowodowało wycofanie się gestapo.

Po wejściu Armii Czerwonej na Opolszczyznę zapanował chaos. Jadwiga została zmuszona do kopania okopów i umocnień polowych dla wojska, a po przejściu frontu – ponownie wróciła do domu. Po zorganizowaniu administracji na wyzwolonych ziemiach, Jadwiga angażowała się w organizację szkolnictwa w powiecie prudnickim. Jesienią otrzymała pracę w Liceum Żeńskim w Prudniku. Jednocześnie angażowała się społecznie. W tym czasie Jerzy Malcher zajmował się sprawami bezpieczeństwa Brytyjskiej Zony w Austrii, ale jakimś cudem dotarły do niego informacje o tragicznych losach narzeczonej. Udało mu się wymienić kilka zdawkowych listów z Jadwigą, w których próbował namówić ukochaną do opuszczenia Polski i wyjazdu na Zachód.

Jadwiga nie chciała przystać na propozycję Jerzego twierdząc, że jest tyle do zrobienia w jej rodzinnych, ukochanych stronach. Faktycznie – kraj po wojennej pożodze budził się do życia, a opuszczone na Opolszczyźnie domy zasiedlali polscy repatrianci. Miejscowych Ślązaków powszechnie uważano wtedy za Niemców, wybuchały konflikty pomiędzy nowo przybyłymi a autochtonami. Jadwiga często interweniowała w takich sytuacjach, za co przypłaciła specjalnym zainteresowaniem Urzędu Bezpieczeństwa. Na propozycję Malchera opuszczenia kraju zgodziła się dopiero wtedy, gdy zagrożono jej kolejnym aresztowaniem związanym z jej zaangażowaniem na rzecz miejscowej ludności. W tym czasie sprawa nie była już taka prosta, gdyż Europa została podzielona żelazną kurtyną, co w znacznym stopniu utrudniało swobodny przepływ ludzi. Jerzy opracował więc plan wydostania Jadwigi z Polski i po wielu konsultacjach z zaufanymi ludźmi znalazł śmiałka, który zgodził się przeprowadzić ukochaną przez granicę – do Austrii. Był to Czech nazwiskiem Hanke. Pierwsza próba nie powiodła się, gdyż posłannik nie zastał Jadwigi w rodzinnym domu w Strzeleczkach. Malcher nie zobaczył więc swojej narzeczonej. Na domiar złego – otrzymał rozkaz udania się ze swoją jednostką z Austrii do Włoch. Nie tracił jednak nadziei. Hanke powtórzył karkołomną wyprawę do Polski, która tym razem zakończyła się powodzeniem – Jadwiga została ostatecznie przeprowadzona przez zieloną granice i trafiła do zaufanej rodziny w Wiedniu. Kolejnym etapem podróży było wydostanie się z rosyjskiej strefy okupacyjnej, ale i ta operacja zakończyła się sukcesem. Jadwiga trafiła bezpiecznie do Mogliano we Włoszech.

Po 6 latach dramatycznej rozłąki – młodzi narzeczeni wzięli ślub w małym kościółku nad jeziorem Garda. Na temat życia więziennego Jadwigi wiemy niewiele. Nigdy nie zdradzała szczegółów swojego pobytu w obozie koncentracyjnym ani innych miejscach odosobnienia. Powtarzała jednak, że przetrwała więzienne warunki dzięki spotykaniu na swojej drodze ludzi gotowych pomóc jej przemycać jedzenie oraz inne niezbędne rzeczy. Miała uroczą naturę, którą zjednywała sobie przyjaciół – przekraczając tym samym granice pokoleń i narodowości. Malcherowie, z uwagi na brak możliwości powrotu do Polski, zamieszkali najpierw w Acton w zachodnim Londynie. W tym czasie Jerzy pracował w Ministerstwie Obrony, a Jadwiga była najwspanialszą mamą trójki dzieci. Stan zdrowia Jadwigi pogarszał się z uwagi na częste ataki astmy. Lekarz zasugerował jej przebywanie na świeżym, wiejskim powietrzu. Małżonkowie postanowili więc kupić kamping w Grayshot, a kilka lat później – Góry Pleasant w Arford (kilka lat przed emeryturą Jerzego). To było ich miejsce na ziemi, ich bezpieczna twierdza i przystań – ich złote, najszczęśliwsze lata.  W otoczeniu kochającej rodziny i bliskości ukochanej przyrody, wspaniałego pielęgnowanego osobiście ogrodu. U schyłku życia Jadwiga opiekowała się chorującym na serce Jerzym. W 2001 roku czas się zatrzymał, a ukochany mąż – odszedł na zawsze. Jadwiga, pomimo podeszłego wieku nie chciała opuścić Góry Pleasant – była ona jej osobistym niebem, w którym pozostała do końca swoich dni. Odeszła w 2007 roku.

Opracowała Małgorzata Krajczok na podstawie książki Józefa Musioła „Od Wallenroda do Kordiana: dramatyczne Ślązaków wybory”, książeczki „Kartoteka śmierci – Opolskie Towarzystwo Kulturalno – Oświatowe”, mowy pogrzebowej sporządzonej przez dzieci Jadwigi i Jerzego Malcherów oraz na podstawie dokumentów i zdjęć ofiarowanych przez Bożenę i Witka Kauczorów oraz Sabinę Kuśka.

Więcej informacji o Jerzym Malcherze i Jadwidze Kauczor na stronie