Wakacje pod żaglami

360

Od 31 lipca do 7 sierpnia grupa młodych ludzi z naszej szkoły podstawowej wraz
z uczniami ze szkoły urszulańskiej w Lublinie wyruszyła na podbój jezior
na Mazurach. Byliśmy jedną wielką rodziną liczącą 35 załogantów
oraz 10-osobową kadrę. Każdy jacht liczył siedmiu załogantów (z różnych szkół), sternika i wychowawcę. Dwie łajby były pod czujnym okiem s. Estery oraz s. Joanny. Pływaliśmy razem na 5 jachtach, ale w rzeczywistości osobno, bo jak się można domyślić wiatr każdy łapał w swoje żagle. Załoga przez 9 dni żyła na jednaj łajbie, na której spała, przygotowywała posiłki, sprzątała po sobie oraz rozmawiała czy też miło spędzała czas, grając w różne gry. Jacht był naszym domem i „pojazdem”.

Oczywiście, żeby płynąć przed siebie trzeba było poznać podstawy żeglowania. Nad bezpieczeństwem na jachcie czuwał sternik i to on szkolił swoich załogantów, żeby wiedzieli, co trzeba zrobić, aby płynąć w odpowiednim kierunku. Potrzebna jest zrozumiała komunikacja pomiędzy sternikiem a resztą załogi. Bez znajomości podstawowych komunikatów nie da się żeglować, dlatego co chwila można było usłyszeć: PRZYGOTOWAĆ SIĘ DO ZWROTU PRZEZ SZTAG, LEWY FOKA SZOT LUZ, PRAWY FOKA SZOT WYBIERZ, PODCIĄGNĄĆ MIECZ, PRZYGOTOWAĆ SIĘ DO POSTAWIENIA MASZTU, ODBIJACZE NA LEWĄ BURTĘ, STER PRAWO NA BURT… i wiele, wiele innych.

Poza zdobytą wiedzą pozostaną nam piękne widoki i wspomnienia ciepłego wiatru tańczącego z naszymi włosami i muskającego nasze twarze. Żeglarzom życzy się zazwyczaj „dobrych lądów”, „pomyślnych wiatrów” i „szczęśliwych powrotów”. My zaliczyliśmy wszystko z bonusem „wspaniałej przygody”. Dziękujemy raz jeszcze naszym Sternikom, Wychowawcom oraz Wędrowniczkowi Juniorowi, dzięki któremu mogliśmy przeżyć
tę wspaniałą przygodę. AHOJ … i kto wie, może do przyszłego roku?