TRUDNA MŁODZIEŻ, CZYLI MACIE TO, CO CHCIELIŚCIE.

143

TRUDNA MŁODZIEŻ, CZYLI MACIE TO, CO CHCIELIŚCIE.

  Jeśli ktoś zastanawiał się kiedyś według jakiego klucza przydzielane są nauczycielom języka angielskiego konkretne grupy, już odpowiadam – nie wiem! Podziałem i przydziałem zajmuje się najwyższa instancja szkolna i tylko tam można szukać odpowiedzi (wchodzić przez sekretariat i pukać cicho). Dla każdego nauczyciela skład uczniów danej grupy jest wielką niespodzianką i dopiero w trakcie nauki można stwierdzić, czy miał on szczęście, czy też musi co jakiś czas wertować księgi pedagogiczne z serii „Jak oswoić stado”, lub równie poczytny tom „ Jak wyrwać z letargu”.

  Jakiś czas temu przyszło mi rozpocząć pedagogiczną przygodę z pewną grupą młodzieży licealnej, która idealnie wpisuje się w hasło „trudna młodzież”. Nie wiem, czy została mi ona przydzielona celowo, przez zwykły przypadek, czy przez pomyłkę. Tak, czy owak, ta zgraja nastolatków zaszczyca swą obecnością moje lekcje, na które muszę specjalnie się przygotowywać. Efekty pracy pedagogicznej są niestety mizerne.

  Kim są, skąd się wzięli i dlaczego są właśnie tacy – nie wiem. Może to kwestia toksycznego środowiska, niesprzyjających warunków mieszkaniowych lub przeciwnie – cieplarnianych warunków oraz wychowania w kulturze chipsów i wygodnego fotela? Tak, czy inaczej warto im się przyjrzeć, porównać z innymi, skonfrontować z doświadczeniem pozostałych nauczycieli. Oto oni.

– Beata M. – zadaje dużo pytań, jakieś 30-40 podczas lekcji; cel jest jeden – spowolnić tok lekcji, rozproszyć uwagę, aby gdy nauczyciel odpowiada, pozostała gawiedź mogła zająć się  czymś innym lub zwyczajnie dobrze się bawić!

– Bożena Z. – jest przekonana, że jeśli jej starsza siostra chodziła do tej samej szkoły, ona nic już nie musi robić; osoba bardzo kontrowersyjna, jej rola w grupie jest niezupełnie jasna; nie jest wykluczone, że robi zdjęcia z ukrytego gdzieś urządzenia elektronicznego i wykorzystuje je w niecnych celach;

– Bogdan M. – jego cała wiedza o świecie pochodzi z jakiejś drugorzędnej gierki komputerowej (MAJ KRAFT, MAJN RAFT, czy jakoś tak); bardzo często używa języka niemieckiego, prawdopodobnie, aby ośmieszyć angielski lub przekazać jakąś zakamuflowaną informację swoim towarzyszom;

– Czesława I. – cicha eminencja grupy; udaje mało aktywną dla tzw. pucu; możliwe, że jest osobą specjalnie przez kogoś podstawioną, prawdopodobnie to przyczajony łącznik lub tajny agent;

– Danuta J. – raz jest, raz jej nie ma; pojawia się i znika; czasem mówi, że wychodzi, po czym wraca; niewykluczone, że przekazuje spreparowane donosy na nauczyciela napisane przez Czesławę I., jako że obie siedzą obok siebie;

– Grażyna J. – podobnie  jak Beata M. zadaje trudne pytania, tyle tylko że 10 razy trudniejsze; specjalizuje się w słownictwie zoologicznym i domaga się, aby nauczyciel podał angielski odpowiednik wyrazu ‘wałach’ (ponoć taki koń), wyłącznie po to, aby podważyć nauczycielskie kompetencje – przy tym robi to zawsze z tryumfalnym uśmiechem na twarzy;

– Ireneusz J. – prawdopodobnie herszt całej szajki; od niego zaczyna się większość rozrób; kiedy jest nieobecny w szeregi grupy wkrada się dziwna bezradność; podobnie jak Bogdan M. chwali się znajomością tej samej gry komputerowej, na której oparte są podwaliny jego znajomości języka angielskiego (być może on sam jest autorem tej gry!); można go często napotkać samotnie włóczącego się po mieście w nieznanym celu i kierunku, czasem towarzyszy mu jakiś podejrzany element;

– Krystyna A. – wszystko notuje, każde słowo nauczyciela; zanim zostanie wypowiedziane, długopis już zawisa niebezpiecznie nad kartką papieru, aby nie pominąć ani jednego wyrazu; niewykluczone, że jest autorką jakiegoś blogu, gdzie cytuje nauczycieli i czerpie z tego korzyści majątkowe;

– Kacper Ł. – kulturalny i grzeczny, prawdopodobnie wciągnięty do grupy dla niepoznaki, być może nawet przez nią przepłacony; jego zadanie polega na stworzeniu pozornie miłej i przyjaznej atmosfery, która spełniać ma rolę zabezpieczenia przed ewentualnymi zarzutami wobec grupy, gdyby takie miały być kiedyś sformułowane (niedawno konsultował się nawet z Kancelarią Prezesa Rady Ministrów!)

– Olga Ł. – dziewczyna spod niewielkiej jastrzębskiej wsi; koniecznie chce udowodnić nauczycielowi, że wie więcej niż on; w tym celu bada księgi, studiuje opasłe tomy, zagłębia się w literaturę – wszystko po to, aby udowodnić swoją rozległą wiedzę i jednocześnie obnażyć jej brak u nauczyciela;

– Pelagia H. – podśpiewuje, nuci znane i nieznane przeboje, aby wybić z rytmu pozostałych, również nauczyciela; pląsa, wierci się, czasem łazi po klasie, wszystko po to, aby udowodnić nauczycielowi, że lekcja mu się rozłazi;

– Salomea A. – naśmiewa się z wymowy angielskiej, często wykorzystuje do tego swój nietuzinkowy Polish English; szczyci się pracą w jednym z barów szybkiej obsługi i czeka na okazję, aby w odpowiednim czasie poinformować nauczyciela ile zarobiła; celowo zataiła informację o przebudowie rzeczonego baru, kiedy nauczyciel doń się udawał swoim samochodem, co wystawiło go na pośmiewisko, a nawet dyshonor, kiedy zamiast na parking wjechał na rozkopany plac budowy;

– Żaneta K. – musi mieć rozległe kontakty, gdyż o nauczycielu wie nieomal wszystko; wiedza ta sięga nawet lat 80- tych ubiegłego wieku; wielokrotnie powołuje się wtedy na jakiegoś ‘wujka’, prawdopodobnie jest to pseudonim jej informatora; nie wiadomo jakimi informacjami dysponuje i kiedy może z nich skorzystać;

  Jako team potrafią ze sobą świetnie współpracować, każdy z nich ma określone zadanie i wie co ma robić. Kreują się na wielce inteligentnych, jest to jednak inteligencja wyłącznie fasadowa, gdyż w rzeczywistości są wyjątkowo naiwni, przy czym naiwność ta trąci groteską. Można im wmówić praktycznie wszystko. Sądzę, że gdyby powiedzieć im, że Nowy Jork i Nowy Sącz to te same miasta, prawdopodobnie uwierzyliby. To kwestia przybrania odpowiedniej miny i modulacji głosu nauczyciela. Wiedza o świecie praktycznie żadna. Odkrycie faktu, iż skrót RMF oznacza tyle co radio, muzyka, fakty było dla niektórych odkryciem na miarę odkrycia radu przez Skłodowską – Curie. Swoje zażenowanie maskują często udawanym rozbawieniem, lub sztucznym chrząkaniem. Lekcja, która ma 45 minut, w tej grupie skraca się do jakiejś pół godzinki. Pierwsze 15 minut to uciszanie grupy, ta bowiem musi się najpierw wygadać, skomentować poprzednie zajęcia lub zwyczajnie popaplać ; brakuje tylko jakiegoś napoju gazowanego i paczki paluszków, aby zrobić sobie uczniowskie party (choć nie jest tajemnicą, iż na jedną lekcję grupa przyniosła sobie czajnik i bezczelnie zaparzyła sobie herbatę!).

  Jest to z pewnością grono osób, pośród którego niejeden magister pedagogiki, czy nawet resocjalizacji mógłby prowadzić ciekawe obserwacje, a następnie się doktoryzować. Nauczycielski chleb jest często kwaśny, nigdy nie wiadomo z jakim zaczynem będzie się miało do czynienia. Ten jest wyjątkowo uparty. Nawet ten felieton, aż trudno w to uwierzyć, został napisany po wystosowanej przez tych zbójów realnej groźby, iż jeśli do poniedziałku nie zostanie napisany, oni rozpoczynają bunt i odmawiają odpowiedzi na jakiekolwiek pytania nauczyciela!! Prowodyrem i podżegaczem całej akcji był rzecz jasna Ireneusz J., a cała  reszta jego zdegenerowanych popleczników natychmiast mu przyklasnęła! Czysta granda!

  Pracuję w tym zawodzie już wiele ładnych lat, ale nigdy nie miałem do czynienia z tak łobuzerskim składem. Dlatego gdyby ktoś dziś zaproponował mi inny zawód lub przynajmniej zasugerował wymianę tej trzynastoosobowej zgrai na bardziej ułożoną, nie zawahałbym się ani trochę i odpowiedział bez zastanowienia – ” Nigdy w życiu!”

P.S. Uwaga! Imiona oraz pierwsza litera w nazwisku zostały celowo zmienione.