Puk, puk, czyli Waszyngton za zamkniętymi drzwiami

606

Puk, puk, czyli Waszyngton za zamkniętymi drzwiami.

  Czy zdarzyło się komuś zapukać kiedyś w jakieś drzwi, wierzyć, że się od razu otworzą, a te otworzyć  nijak się nie chciały? Czy wydarzyło się to może w szkole, drzwi były częścią pokoju nauczycielskiego, pukającym uczeń, a nie otwierającym nauczyciel? Jeśli na wszystkie te pytania odpowiedź brzmi TAK, znaczy, że czytelnik wie, o co chodzi. Jeśli na dodatek sam był bohaterem tej jakże enigmatycznej sytuacji i chciałby, aby ktoś wreszcie uchylił rąbka tajemnicy i wyjaśnił dlaczego, w przeciwieństwie do tego rąbka, drzwi pokoju nauczycielskiego nie chcą się czasem uchylić, to trafił w odpowiednie miejsce.

 Jako że pokój nauczycielski jest dla szkoły tym, czym dla państwa jego stolica, ważne jest, aby działania w jednym i drugim miejscu były transparentne. Przyczyny wyczekiwania ucznia przed zamkniętymi drzwiami mogą być  naprawdę różne. Oto niektóre z nich.

CZAJNIK

  Żywy organizm, oprócz pożywienia, musi przyjmować płyny. Ciepła herbata, czy gorąca kawa mają częstokroć lepsze działanie na pracownika oświaty niż wiadomość o podwyżce (cen ropy naftowej). Kiedy woda w czajniku szykuje się wolniutko do bulgotania, kiedy chmurka pary wodnej ucieka wesoło z czajnikowego dzióbka, a samo naczynie zaczyna wreszcie pląsać miarowo w rytm radosnego BUL, BUL, wtedy wiadomo, że czas zalać kubek. Jako że wrzątku niewiele, kubków moc, a przerwa króciusieńka, pod czajnik, niczym do wodopoju, ustawia się szereg spragnionych pracowników oświaty. Każdy ma nadzieję, że wrzątku wystarczy, choć pewni mogą być tylko ci, którzy zarezerwowali sobie miejsce w kolejce już na poprzedniej przerwie. Nikt nie może sobie pozwolić na opuszczenie kolejki, gdyż ktoś z konkurencji może tylko na to czekać. I właśnie wtedy ktoś puka do drzwi!

RARYTASY

  Niejeden nauczyciel, podobnie jak większość uczniów, po długich 45 minutach odczuwa głód – uczniowie głód wiedzy, nauczyciel ten zwyczajny, wpisany w podstawowe pragnienia człowieka. Zaspokoić go może niesamowita kromka chleba z ziarnami słonecznika, nadzwyczajna bułka wrocławska lub jedyna w swoim rodzaju sałatka warzywna przygotowana przed świtem przez współmałżonka lub współmałżonkę. Problem numer 1 pojawia się wtedy, gdy jeden ze współmałżonków zaspał i nie zdążył lub gdy bułka wrocławska nie dojechała z Wrocławia, a z kromki chleba z ziarnami zostały tylko ziarna, bo głodne potomstwo nauczyciela dowożone przezeń do szkoły wyjadło pieczywo i pozostawiło li tylko słonecznik. Torba rozczarowanego  nauczyciela zieje więc pustką i wtedy niefrasobliwie  na stole pojawiają się cukierki typu ‘krówka’, czyli problem numer 2. Pół biedy, gdy ów rarytas należy do rasy ‘krówka polska krucha’, gorzej gdy to ‘krówka polska mordoklejka’! Pusta torba głodnego profesora nie wytrzymuje konkurencji z tym tradycyjnym przysmakiem narodowym i po krótkim zawahaniu, trudnej decyzji oraz pokonaniu dwóch papierowych  warstw otaczających krówkę, ląduje ona w ustach konsumenta, który nierozważnie rozgryza ją całym swoim  garniturem zębów.  A nie jest to krówka krucha, tylko ta druga! A konsumentów jest cały tuzin! I wtedy jakiś niepoprawny uczeń naiwnie puka do drzwi! Ha,ha!

MAK

  Jeśli mimo pukania drzwi nie otwierają się, powodem może być impreza urodzinowa któregoś z nauczycieli, na której nieroztropnie pojawił się on – kołacz z makiem! Pyszny delikatny spód, w środku warstwa smakowitego maku, a na wierzchu krucha posypka, mniam! Jako, że nauczyciel, jak każdy żywy organizm, musi się odżywiać, świeży produkt prosto z cukierni stanowi dla niego łakomy kąsek. Ląduje więc on najpierw na talerzyku, a następnie w przewodzie pokarmowym pedagoga. Niestety, spora część ziarenek maku trafia bezczelnie pomiędzy bieluśkie zęby i nie chce stamtąd wyleźć! Do lustra ustawia się wtedy długa kolejka ludzi z biało-czarnym uśmiechem, którzy muszą zdążyć przed dzwonkiem na lekcję. I właśnie wtedy ktoś puka do drzwi!

PUNKTY

  Pokój nauczycielski. Nauczyciel nie ma lekcji, więc siedzi i ocenia sprawdziany. Cisza i spokój. Podlicza punkty. 51,52,53. Wtem – puk, puk! Nauczyciel zastyga w bezruchu. Nasłuchuje. Najmniejszy szelest może go zdradzić ! Drugi raz chyba nie zapuka? Tak mija minuta. Na pewno sobie poszedł. Nagle, co za pech! Sprawdzian, potrącony radosnym, acz nieostrożnym ruchem łokcia nauczyciela, spada na podłogę! Niespodziewany podmuch wiatru wywołany upadającą kartką papieru oraz fala uderzeniowa, która powstała po zetknięciu się kartki z drewnianą powierzchnią sprawia, że bezpieczna dotąd  kryjówka profesora zostaje namierzona! Od razu – puk, puk, puk, puk, puk! „Dzień dobry, czy może mi pani podać gitarę?” Gitara podana, drzwi zamknięte. Ile tych punktów było?  52, czy 53? Jeszcze raz 1,2 … 51,52. Puk, puk! „Dzień dobry, to nie ta gitara, tam pod oknem musi być druga”. Druga gitara wydana. Trzask! Drzwi zamknięte. Liczenie trzeba zacząć od nowa. Przy liczbie 39 rozlega się nieśmiałe puk. Nauczyciel zerka spode łba w stronę drzwi, łyka ślinę, chce wierzyć, że uczniowi się znudzi i już nie zapuka. Ten obdziera go z resztek nadziei i puka. Nauczyciel groźnie odchrząkuje, po czym spogląda w stronę instrumentów strunowych. Wie, że już nigdy nie pójdzie na żaden koncert gitarowy. Postanawia jednak  uprzedzić prośbę ucznia, czterema susami dopada więc gitary, niczym chwast wyrywa ją podłodze, wciska szpony w futerał, zerka mimochodem do lustra, aby sprawdzić, czy na twarzy wyrysowało się lodowate spojrzenie, po czym kieruje się do drzwi, które z dużą energią otwiera. „Dzień dobry, proszę pana, my mamy z panem lekcję, przyjdzie pan?” Gitara z głośnym BĘC ląduje na podłodze .

ZWOLNIENIE

  Pukanie do drzwi dla wielu oznacza tylko jedno – uczeń chce się zwolnić z lekcji. Jeśli nie może (nie chce) uczestniczyć w zajęciach powodów może być kilka. Mogą być zupełnie prozaiczne (wizyta u ortodonty, nagły ślub kuzyna, w domu stygną pierogi, a babcia tak się napracowała!), ale mogą też być poważne (ogólne zasmarkanie, czyli rozsiew drobnoustrojów). Powody prozaiczne nie wymagają zwolnienia, nie wymagają więc otwarcia drzwi. Powody poważne wymagają zwolnienia oraz bardzo ostrożnego otwarcia drzwi, gdyż przy framudze drzwiowej prawdopodobnie znajduje się roznosiciel. Łatwo go rozpoznać po zasmarkanym nosie, załzawionych oczach, zapadniętych policzkach, przyciszonym głosie, minie mopsa, który prosi o strawę, przygarbionych plecach oraz samotności. Niestety, podobnie wygląda też uczeń, któremu w domu stygną pierogi, dlatego zaleca się najpierw zmierzyć temperaturę (ucznia, nie pierogów). Jednak każdy pomiar temperatury lub nawet podanie zwolnienia na długim kiju przez uchyłek drzwiowy to hipotetyczne zaproszenie zarazka do pokoju nauczycielskiego. Niejeden wychowawca waha się więc, prosi kolegę nauczyciela, aby ten otworzył drzwi za niego. Ten z kolei wiedziony słusznym instynktem opiera się, ociąga, wzbrania nawet. I wtedy na szczęście dzwoni dzwonek, kończy się przerwa i uczeń odchodzi z kwitkiem. To znaczy bez kwitka, ale przynajmniej pokój nauczycielski obroniony!

DECYBELE

  Stukanie do drzwi jest zazwyczaj delikatne, ale zdarzają się stuki niewysublimowane. Być może ich autorzy to stali bywalcy siłowni, tudzież przydomowych kuźni, gdzie wspólnie z ojcem lub dziadkiem podkuwają narowiste kobyły, w każdym bądź razie poziom decybeli emitowanych jednorazowo podczas piąstkowania drzwi pokoju nauczycielskiego znacznie przekracza dopuszczalne normy (poziom ten regulują odpowiednie przepisy zawarte w dyrektywie Komisji Europejskiej do spraw natężenia dźwięku podczas stukania do drzwi na terenie Unii Europejskiej). Nagły i niezapowiedziany stuk może być dla przebywających w pokoju nauczycielskim tym, czym dla ucznia nagła i niezapowiedziana kartkówka, przy czym w pierwszym przypadku dodatkowo można oparzyć się gorącą kawą. Dla ucznia, który puka w ten sposób drzwi najczęściej pozostają zamknięte, chyba, że wylana kawa wywołała u pijącego nauczyciela coś w rodzaju wściekłości. Wtedy w żadnym wypadku nie należy opierać się o drzwi, gdyż te mogą otworzyć się z takim impetem, że niczego nie podejrzewający uczeń wpaść może do pokoju i zatrzymać się dopiero na parapecie.

     Pukanie do drzwi nie musi jednoznacznie oznaczać chęci spotkania się z jakimś nauczycielem i może nosić znamiona prowokacji. Wielu uczniów chce, tak po prostu, zobaczyć jak ‘oni tam mają’. Czy z sufitu zwisają srebrne żyrandole? Czy na ścianach wiszą arrasy? A może perskie dywany miło łaskotają ich stopy? Czy pani X siedzi obok pani Y? Bo jak nie siedzi, to znaczy, że chyba się nie lubią. Co je przeciętny nauczyciel? Ile tego zjada? Czy to aby nie jakieś jedzenie śmieciowe? Może mówią, aby tego nie jeść, a sami jedzą? Puka więc taki biedaczyna do drzwi, pyta o nauczyciela, o którym wie, że na pewno go nie ma, po czym dla niepoznaki zadaje zapudrowane pytanie typu ‘A nie wie pan/pani, czy dzisiaj w ogóle jest w szkole?’. Niejeden nauczyciel, który nie rozgryzł do tej pory tego schematu, podchodzi do planu lekcji zostawiając tak zwany uchyłek, przez który gromadka rozentuzjazmowanej gawiedzi tłoczącej się na korytarzu bezczelnie obserwuje życie kadry. Nie wiadomo dokładnie jaką metodą uczniowie wybierają prowokatora, czy jest on wybierany w tajnym głosowaniu, czy działanie to jest oparte na zasadzie wolontariatu, tak, czy inaczej zasada ta, choć prosta, jest bardzo skuteczna.

  Jak więc postąpić w przypadku gdy uczeń  nie chce wadzić nikomu, jest grzeczny, nie lubi drugiemu przeszkadzać, nie pije, nie pali, sprawa jest ważna, a nauczyciel za zamkniętymi drzwiami? Rozwiązanie jest banalnie proste. Trzeba zwyczajnie dowiedzieć się, czy aby po drugiej stronie drzwi nie ma akurat poczęstunku, nie bulgocze czajnik, czy stół nie jest aby suto zastawiony polską krówką , czy ktoś akurat nie podlicza punktów lub czy  nie dzieje się tam jedna z kilkudziesięciu spraw, które mogą nauczycielowi uniemożliwić lub przynajmniej opóźnić podejście do ucznia. Ale żeby to sprawdzić trzeba … zapukać do drzwi. Powodzenia!

UWAGA, UCZNIU!

Jeśli drzwi, pomimo uderzania w nie pięściami, przez co najmniej 10 minut nie otwierają się, na korytarzu wszystkie światła są pogaszone, a ponadto odczuwasz senność i jesteś sam, może to oznaczać, iż prawdopodobnie zaskoczyła cię noc. Następnego dnia możesz grzecznie poprosić o udostępnienie ci nagrania z monitoringu, żeby sprawdzić jak to się mogło zdarzyć i ewentualnie kto cię w to wrobił.