Nawszystkopsioczyzm, czyli każdy pretekst jest dobry.

598

Nawszystkopsioczyzm, czyli każdy pretekst jest dobry.

Gdyby tak poprosić tysiąc osób zgromadzonych na placu szkolnym lub boisku, aby, jeśli nie lubią tzw. narzekania na wszystko,  zaczęły tupać nogami, miejsce to prawdopodobnie zatrzęsłoby się od razu w swoich posadach, a czułe sejsmografy ulokowane gdzieś w pobliżu z pewnością by to odnotowały. Gdyby później te samy osoby miały zacząć tupać wtedy i tylko wtedy, gdy same nigdy nie narzekają, drgania skorupy ziemskiej zdecydowanie  ustałyby, a wybudzony z letargu sejsmograf mógłby naciągnąć kołderkę i znów pogrążyć się w słodkim śnie.

Tak to już jakoś jest, że jednym wychodzi zadanie z matematyki, drugim koszula ze spodni, natomiast większości wychodzi narzekanie. Na wszystko. Powstaje wtedy zjawisko, które w nomenklaturze fachowej zowie się ‘nawszystkopsioczyzmem’. Aby powstało nie muszą być spełnione prawie żadne warunki, jak chociażby w przypadku wiatru halnego, czy innych zjawisk atmosferycznych. Wystarczy wybrać obiekt narzekań, zrobić odpowiednią minę i gotowe. Bardzo wdzięcznym obiektem generującym postawę nawszystkopsioczyzmu jest niewątpliwie szkoła. Kuli się ta buda jak może, aby nie podpaść, próbuje się kamuflować grubą warstwą makijażu typu tynk zewnętrzny mrozoodporny szary, tak aby wtopić się w wielkomiejskie tło, przemalowuje sobie środek paletą radosnych barw, aby ciepła tonacja jej ścian zniechęciła potencjalnych gburków do narzekania na jej wnętrze; zaopatruje się w serię dodatkowych atrybutów, takich jak przyjemny ogród, wesoły plac zabaw, cudowne laboratorium chemiczne, wspaniała sala fizyczna, czy wreszcie niesamowite szafki szkolne. Wszystko na nic!

Jak dotąd nauka nie jest w stanie jednoznacznie stwierdzić czy nawszystkopsioczyzm spowodowany jest wirusem, bakterią, czy może zupełnie czymś innym. Za tym, że może to być wirus może przemawiać fakt, iż łacińskie znaczenie słowa ‘virus’ znaczy tyle co trucizna. Jest on ponadto tworem skomplikowanym, trudnym do zdefiniowania, czymś w stylu ‘nie wiadomo, co to właściwie jest’, dokładnie jak w przypadku opisywanej tu jednostki.

Jeśli jednak przyjrzeć się niektórym właściwościom bakterii można odnieść wrażenie, że za nawszystkopsioczyzm odpowiada jednak ona. Przybiera przecież rożne kształty i przez to może nosić rozmaite nazwy. Są więc ziarniaki (aby gderliwość zakiełkowała musi być ziarno), dwoinki ( niektórzy naprawdę dwoją się i troją w narzekaniu), czworaczki (niektórzy nawet się czworzą), gronkowce (narzekanie ma tutaj postać grona gniewu, pisał już o tym amerykański pisarz John Steinbeck), pakietowce (niektórzy w pakiecie serwują psioczenie i zawodzenie jednocześnie), śrubowce (są tacy, którzy tak śrubują poziom psioczenia , że pozostałym daleko do nich), krętki (niektórych aż skręca kiedy sobie nie ponarzekają), wreszcie promieniowce, nietrudno bowiem dostrzec promieniowanie nawszystkopsioczyzmu na innych ludzi.

Istnieje wiele ognisk zakażenia. Czasem można go wynieść z domu, może być uśpiony lub przyczajony i wybuchnąć nagle i z podwójną siłą. Środowisko szkolne wydaje się być idealną pożywką dla tego paskudnego mikroba. Praktycznie każda lekcja i każde miejsce w szkole są dla nosiciela dobre.

Grono miłośników szkoły, potocznie zwanych nauczycielami, na różne sposoby stara się młodym ludziom dopomóc. Nie chce, aby nawszystkopsiczyzm rozlał się po szacownym budynku niczym mętne wody, w których uczeń do kolan, niczym wóz polskiego wieszcza, ‘nurza się w zieloność i jak łódka brodzi’(uwaga, zdanie zawierało lokowanie produktu literackiego). Proponuje więc  uczniowi to i owo, jeździ z nim to tu, to tam, zasięga porady tu i ówdzie, wszystko po to, aby jeden z drugim nie psioczył na to i na tamto. Przypomina on wtedy specjalistę od chorób zakaźnych, który próbuje zaszczepić w uczniu optymizm, a także tak go zahartować, aby pomimo podstępnych wirusów rozsiewanych przez zgryźliwe otoczenie, uczeń mógł uruchomić w sobie jakiś mechanizm immunologiczny i nie zrzędzić. Niestety, tak jak w przypadku epidemiologa, który mężnie walczy z podłym wirusem, nauczyciel sam może się zarazić. Zarażenie może nastąpić podczas lekcji, w czasie dyżuru na korytarzu, a nawet przez odchylone drzwi do pokoju nauczycielskiego. Należy wtedy niezwłocznie uciekać w teren niezagrożony, najlepiej tam gdzie przebywają  już zaszczepieni lub pogodni od urodzenia.

    Szkoła to, rzecz jasna, tylko jedno z wielu miejsc gdzie nawszystkopsioczyzm może się rozpanoszyć, ale w przypadku młodego człowieka jest chyba wyjątkowo wredny. Bo o ile  człowieka dorosłego można zrozumieć, a motywy nauczycielskiego marudzenia wytłumaczyć, o tyle w przypadku młodego człowieka sprawa jest bardziej skomplikowana. Powody nauczycielskiej zgryzoty są często zwyczajnie uzasadnione – nieudana wizyta u fryzjera, szampon przeciwłupieżowy, który nieoczekiwanie zawiódł, czarny sweterek, który ten problem całemu światu bezczelnie pokazał, puste opakowanie po kawie znalezione o poranku w kuchni i w konsekwencji chwiejny krok do pracy, puste opakowanie po kawie w pokoju nauczycielskim i ten sam chwiejny krok do klasy na lekcję, a tam spojrzenia młodych ludzi zupełnie jak pechowe opakowanie po kawie – też puste.

  Mizerię uczniów już tak łatwo usprawiedliwić się nie da. Bo czy wypada narzekać na sympatyczną, acz niezapowiedzianą kartkówkę z fascynującego przedmiotu, która działa jak filiżanka aromatycznej kawy i przyprawia ucznia o radosny sprężysty krok przy wyjściu z sali? Kto ma prawo psioczyć na 27 arcyciekawych ćwiczeń sprezentowanych uczniowi jako praca domowa przez nauczyciela, któremu zależy na tym, aby odciągnąć zblazowanego młodego człowieka od żenującego programu telewizyjnego, żałosnej gierki komputerowej, czy też urągającej wszelkim normom etycznym dyskusji na forum internetowym dotyczącej ilości ćwiczeń, które nauczyciel daje w prezencie uczniowi? Jak zrozumieć uczniowski chór, który, niczym w antycznym dramacie, nuci żałosną pieśń o dużej ilości kreatywnych sprawdzianów w tym samym tygodniu, kiedy to ten sam chór wyśpiewuje dziwnie radosną kantatę o braku sprawdzianów w danym tygodniu, co prowadzi do niebezpiecznego zacumowania w porcie edukacyjnego marazmu?

  A pora letnich wakacji? Tak często wleczą się  niemiłosiernie, nie wiadomo za co się zabrać, gdzie się podziać, a jakoś nikt na te dwa przydługawe miesiące nie narzeka. Tymczasem wystarczy napomknąć mimochodem o nowym roku szkolnym, a wszelkie pomyje automatycznie się nań wylewają! A to przecież właśnie miesiące szkolne pędzą niby mustang po preriach Ameryki, czmychają niczym rącza łania poprzez leśne ostoje, przelatują jak wiosenna jaskółka po nieboskłonie, czy wreszcie gnają chyżo niczym wesołe zefirki pośród pierzastych chmurek. Powodów do narzekania więc brak, a jednak bakcyl nawszystkopsioczyzmu się pojawia. Co robić?

  Dobrym rozwiązaniem jest natychmiastowe zneutralizowanie bakcyla na zasadzie opozycji wobec konkretnej wypowiedzi. I tak, jeśli uczeń mówi, że za oknem szaro, buro i w ogóle, nauczyciel natychmiast kontratakuje mówiąc np. „widzisz, jak dobrze, że siedzisz tu w ciepłej kolorowej klasie, kiedy na zewnątrz wilgoć, ziąb, brud i smród”. Uczeń od razu pogodnieje, następuje relaksacja całego organizmu. W sytuacji odwrotnej, gdy to nauczycielowi przez zwykłą ludzka słabość zdarzy się ponarzekać na  kapryśną pogodę, a psioczyzm zaczyna infekować klasę, uczniowie postępują dokładnie tak, jak wcześniej opisany nauczyciel i mówią mu  „widzi pan/pani (niepotrzebne skreślić), jak dobrze, że może pan/pani posiedzieć tu z nami w ciepłej kolorowej klasie kiedy na dworze szaro i buro”. Tutaj, dla wzmocnienia efektu, zwłaszcza jeśli jest to lekcja polskiego, można zacytować „Ulewę” Adama Asnyka, gdzie przy słowach „króluje w mgłach, świszczący wiatr i ciemne chmury pędzi” ktoś z uczniów, dla lepszego efektu, może cichutko zaświszczeć. Tak przyjazne słowa uczniów działają na zasadzie odtrutki pod warunkiem, że są odpowiednio wcześnie podane. Dodatkowy cytat z klasyki poezji są tym, czym dla zniszczonych włosów odżywka.

  Zrzędzenie na szkołę to nie tylko  kwestia zwyczajnego braku kultury, lecz także działanie ryzykowne. Szkoła też człowiek i na osoby na nią zrzędzące ta szlachetna placówka może się po prostu obrazić. Oby wtedy jakiś maruder nie musiał dobijać się do zamkniętych na cztery spusty szkolnych drzwi wejściowych , aby po kilku minutach przecierając oczy ze zdumienia,  przeczytać przyklejoną do szyby kartkę z napisem  DEZYNFEKCJA SZKOŁY. BUDYNEK ZAMKNIĘTY NA OKRES JEDNEGO MIESIĄCA, a pod spodem dopisek DO ODROBIENIA W LIPCU. I proszę, od razu nowy powód do biadolenia!

P.S.

Według najnowszych badań opublikowanych kilka godzin temu na stronie American Medical Journal of Epidemiology w raporcie zatytułowanym ATEVERYTHINGCOMPLAINISM – VIRUS OR BACTERIA? jednoznacznie stwierdzono, że nawszystkopsioczyzm nie jest wywołany żadnym bakcylem. To wyłącznie kwestia wolicjonalna i uzależniona od decyzji jednostki. Niestety, może być zaraźliwy.