GROCH Z KAPUSTĄ, CZYLI SEKRETNE ŻYCIE KSIĄŻEK – CZĘŚĆ VI

47

(Wszystkie dzielne części mowy i znaki interpunkcyjne, ciesząc się, że plan się powiódł, ruszyły w stronę przemieszczających się chochlikowych śladów. Ależ będzie miał minę, gdy otoczą go ze wszystkich stron, złapią, a potem powiedzą, w jak naiwny sposób się zdradził!)

CZĘŚĆ 6

Zaczęli się skradać, jeden za drugim. Jako pierwszy za śladami podążał Ukradek, który jako najbardziej doświadczony w podchodach, ukradkiem przemierzał trasę, którą tak wyraźnie wyznaczały atramentowe ślady. Tuż za nim dreptał Chyłek, który, jak to on, chyłkiem pokonywał półkę za półką, wzbudzając przy tym podziw innych. Sunęli zwartym szykiem do przodu. Kiedy ślady zakręcały, oni również. Kiedy wiodły w górę, wspinali się za nimi.

  Po kilku minutach i pokonaniu sporej ilości półek, tropiciele poczuli zmęczenie. Wszak nigdy wcześniej nikt z nich nie opuszczał książkowych kartek. Taki marsz był dla niektórych znaków nad wyraz długi. Niejednemu wyrazowi też dał się we znaki. Jakież było ich rozgoryczenie gdy nagle ktoś zauważył, że wyraźne dotąd ślady zaczynają powoli blednąć.

  – Jeszcze trochę i zupełnie zgubimy trop – stwierdził ten ktoś.

  Sytuacja zrobiła się niewesoła. Czyżby wszystko na nic? Zaczęli iść prędzej, jakby wierzyli, że przez to ślady zrobią się bardziej wyraźne. Niestety, niknęły one coraz bardziej i bardziej, aż wreszcie nie było po nich … śladu. Cała ekipa przystanęła. Zapał ostygł, w jej szeregi wkradło się zwątpienie. I nie wiadomo, co by się dalej stało, gdyby znienacka nie odezwał się Znienacek:

  – Psst!

  Wszyscy zamilkli. Głęboką ciszę przerywał miarowy szelest przesuwanych kartek papieru. Ten znajomy dźwięk dochodził z półki znajdującej się dokładnie nad nimi! To musiał być Powsinoga! Na pewno kolejny raz przestawia litery w wyrazach i z pewnością robi to z tym jego psotnym uśmieszkiem! Na to nie można było pozwolić! Od razu wszyscy chcieli przejść do ataku, ale ktoś mądry zauważył, że przez zaskoczenie mają większe szanse na zwycięstwo.

Postanowiono więc, że wszystkie nawiasy otoczą najbliższe półki, przecinki porozstawiają się w różnych miejscach regału tak, aby ewentualnie odciąć rywalowi drogę ucieczki. Reszta przeszła na sam koniec półki i dopiero stamtąd przedostała się chyłkiem na wyższy poziom. Tam przystanęli i zobaczyli wreszcie widok, na jaki czekali od dawna. Oto na drugim końcu półki leżała nieduża książka, a jej kartki wyraźnie ktoś przewracał. Nie było wątpliwości – to musiał być Powsinoga! Wystarczy tylko przebiec truchcikiem wzdłuż rozstawionych książek, podejść ukradkiem do tego przeźroczystego zawadiaki i zwyczajnie go złapać! Rozpoczął się ostatni etap akcji pod kryptonimem GROCH Z KAPUSTĄ!

  Plan był śmiesznie prosty. Najpierw Mimochód miał, ot tak, zapytać Powsinogę o wskazanie drogi do albumów („Przepraszam pana, jak dojść do wydań albumowych?”), Ukradek zaś spokojnie podejść do zdezorientowanego chochlika („Niespodzianka!”). Kiedy ten zacząłby uciekać, Znienacek miał natychmiast zagrodzić mu drogę („Stój, ty łobuzie!”), a Chyłek niepostrzeżnie zabrać mu kijek („Mam twój kijek!”). Reszta uczestników wyprawy miała nie dać mu umknąć („Już nam nie uciekniesz!”).

  Wszystko przebiegło zgodnie z planem. Rozpoczął Mimochód.

  – Przepraszam pana, jak dojść do wydań albumowych?

  – Niespodzianka! – wykrzyknął Ukradek

  – Stój, ty łobuzie! – zawołał Znienacek

  – Mam twój kijek! – tryumfalnie oznajmił Chyłek.

  Po gromkim okrzyku „Już nam nie uciekniesz!” cała reszta rzuciła się pędem w kierunku Powsinogi. Byli przygotowani na zajadły opór wroga i na jego dramatyczną próbę ucieczki, dlatego kiedy podbiegli do chochlika i zobaczyli, że ten w ogóle nie reaguje, stanęli jak wryci.

Powsinoga odwrócił się tylko obojętnie, spojrzał mętnym wzrokiem na doborową armię obrońców biblioteki i nic nie powiedział! Na jego mizernej twarzy rysował się żal i tęsknota, oczy zaś zaszkliły się od łez. Nie uciekał, nie wywijał kijkiem, po prostu siedział sobie przed jakąś książką i czytał. Osłupiali uczestnicy akcji szturmowej nie wiedzieli jak się zachować. Ciszę pierwszy przerwał sam Powsinoga.

  – Ja chcę na wieś – wyszeptał cichutko  i wtedy ci, którzy stali obok niego zauważyli co tak naprawdę czytał. Była to pięknie ilustrowana książka zatytułowana „NA WSI” pełna przepięknych rysunków pól, łąk, lasów i wiejskich zagród, zaś każda jej strona w cudowny sposób je opisywała. Zdumienie zebranych było jeszcze większe, kiedy zza regału z książkami przyrodniczymi wysunęła się Errata. Okazało się, że to ona wpadła na pomysł, aby zatarasować drogę Powsinodze właśnie taką książką. Wiedziała, że ma słabość do pięknych, malowniczych miejsc. Plan udał się znakomicie!

   I nagle wszystkim zrobiło się żal chochlika. A już zupełnie mu wybaczyli, kiedy ten opowiedział im, jak to chciał zostać malarzem lub ogrodnikiem, ale inne chochliki naśmiewały się z niego i kazały psocić jak one. Więc psocił jak umiał. Dopiero kiedy spostrzegły, że kuleje na jedną nogę, zaproponowały mu lżejsze prace zlecone, głównie psoty jednoliterowe w tytułach i nazwach geograficznych. Wysłali go, niby to żartem, do miasta, żeby trochę popraktykował i tak trafił tutaj. Ale ma już tej praktyki dość i najchętniej wróciłby pierwszą ulotką z powrotem do swojego mieszkanka na wsi.

  – Cóż – odezwała się Errata – nie mamy powodów, żeby ci nie wierzyć. Ale drzwi biblioteki są zamknięte na cztery spusty. Musisz poczekać do rana. Do tej pory możesz zostać tutaj i poczytać sobie trochę. Tylko bez rzadnych figlików!

  Powsinoga wytarł oczy, pociągnął nosem i wsunął się za książki.

  – A wy, moi państwo – tu zwróciła się do pozostałych – wracać do książek. To była długa noc.

  – A co z nami?! – zapiszczały nagle książki, którym Powsinoga poprzestawiał litery. – Chcemy wyglądać jak wcześniej! Jeśli nas popsuł, niech nas teraz ponaprawia!

  Errata przyznała książkom rację i chciała zawołać Powsinogę, ale ten był szybszy i już stał obok niej. Słyszał wszystko i gotów był naprawić cały ten bałagan. Poszkodowane książki ustawiły się więc jedna za drugą, a chochlikowa postać sprawnie reperowała wyraz za wyrazem. W krótkim czasie wszystko wróciło do normy, a Powsinoga dumny ze swojej roboty uznał, że W NAPRAWIANIU JEST ZDECYDOWANIE WIĘCEJ RADOŚCI NIŻ W PSUCIU. Szczęśliwe książki powróciły na swoje miejsca, a chochlik przysiadł sobie obok swojej ulubionej książki o wsi, oparł się o je brzeg i zasnął.

  Kiedy na wieży wybiła dziewiąta bibliotekarz przygotowywał sobie herbatę. Miał właśnie zalać ją gorącą wodą, kiedy wydało mu się, że jakiś drobniutki cień przemknął na zewnątrz przez niedomknięte drzwi. Spojrzał na opakowanie herbaty, jeszcze raz w stronę drzwi i wzruszył ramionami. Rozsiadł się następnie na krześle i popatrzył na regały pełne książek. Na każdej ich stronie tyle przygód i niezwykłych opowieści, a wszystkie stoją nieruchomo jak szereg plastikowych żołnierzy. Ech, gdyby tak mogły ożyć, zejść z półek i zatańczyć! Albo przynajmniej pomaszerować z półki na półkę! Bibliotekarz uśmiechnął się sam do siebie. Co za bzdury! Wstał z krzesła, postawił je przed biurkiem i usiadł. Wyciągnął czystą kartkę, wziął stare pióro do ręki i zaczął coś po niej bazgrać. A kiedy sięgnął po stojący na brzegu biurka kałamarz, zdziwił się, gdy spostrzegł jak niewiele w nim atramentu. Był pewien, że jeszcze wczoraj był pełny.

                              KONIEC

Drodzy czytelnicy!

Chochlik nie omieszkał poprzestawiać kilka literek również w naszej opowieści. Ciekawe, czy ktoś znajdzie dwa brzydkie błędy ortograficzne w tekście bajki. Ponieważ tekst nie jest krótki, dla ułatwienia maleńka podpowiedź! Pierwszy błąd znajduje się w części trzeciej, drugi natomiast w części ostatniej.

Dla spostrzegawczych przewidziano nagrody! Mniam, mniam!

Odpowiedzi prosimy przesyłać autorowi bajki, panu Grzegorzowi Leśnikowi do wtorku 5 listopada przez Librus.